Zza biurka trafił wprost do serwisu, który zbudował od podstaw własnymi rękami. Przez rok do poduszki czytał manuale serwisowe. I choć zdarzały mu się przygody tak dziwne jak larwy much gnieżdżące się w manetce przerzutki, to do klientów miał szczęście. Najbardziej lubi siadać z nimi przy kawie i snuć projekty ambitnych modyfikacji i remontów ich rowerów.

Rozmawiamy z Maciejem Makowskim, który rok temu po ukończeniu Głównego Kursu Zawodowego “Mechanik Rowerowy” w Ruszowicach pod Głogowem  wybudował od podstaw swój serwis. Maciek zamienił pracę przy biurku w pracę przy stojaku serwisowym w Bike’n’Roll.

Jak to się stało, że postanowiłeś otworzyć serwis rowerowy? Jakie były Twoje motywacje?

Pierwszą motywacją była chęć otworzenia własnej firmy. Obojętnie jakiej (śmiech).  Zanim dojrzała we mnie myśl, że ma być to branża rowerowa straciłem wiele czasu na analizowaniu dziesiątek pomysłów, które w większości….szkoda gadać.  Ale jak to zwykle bywa najlepszy pomysł leżał na wyciągnięcie ręki – wystarczyło połączyć pasję z biznesem, co ostatecznie okazało się dość trudne, ale było warto. 

Prawdę mówiąc, to Bike ‘n’ Roll powstał głównie dzięki mojej żonie Magdzie i Wam. Po pierwsze, to ona ostatecznie przekonała mnie, żeby wyjechać na kurs do Warszawy, a Ty, Kacper i Tomek Koc – oczywiście oprócz nieocenionego szkolenia technicznego – pokazaliście kierunek, wskazaliście z jakimi problemami będziemy się mierzyć i jak w ogóle się to tego przedsięwzięcia zabrać. To nieoceniona wiedza na początek, która wiele ułatwia. Mała dygresja. Tomek ma tak dużą wiedzę z zakresu mechaniki rowerowej, że powinien napisać książkę.  Ważne było to, że podczas kursu nie mówiliście językiem jakiś trenerów rozwoju osobistego “uwierz w siebie, inni mogą ty też możesz” czy inne bzdety, tylko wręcz przeciwnie podkreślaliście, że nie jest to łatwa branża i żebyśmy się dobrze zastanowili w co się pakujemy.

 

 

To było bardzo dużo. W efekcie już po kilku dniach kursu, jeszcze w Warszawie – zakładaliśmy firmę z żoną i zaczęliśmy pisać wniosek o kasę z Unii. Mieszkaliśmy wtedy w Józefosławiu u siostry Magdy. Później zbudowaliśmy wszystko od zera. Mówię “my” bo pomogło wiele osób, żona, rodzice, rodzina, przyjaciele. Dużo stresu i nerwów, ale był to super czas.

Przebrnąłeś przez to trudne doświadczenie i w lipcu zeszłego roku mogłeś zacząć naprawiać, konserwować i modernizować rowery. Jakie niespodzianki kryły się w rowerach, które trafiły do Twojego serwisu?

Serwis ruszył w lipcu zeszłego roku. Skupiłem się na promocji w mediach społecznościowych, zaangażowałem w to wielu znajomych i od razu przełożyło się to na sporą liczbę klientów. W związku z tym niespodzianek w rowerach było dużo, głównie związanych ze złym stanem technicznym. Ale nie tylko. Tych anegdot związanych z rowerami, które trafiają do serwisu trochę się już nazbierało. Jedna historia mi najbardziej utkwiła: Na przegląd trafił mało używany rower, podczas diagnostyki wyszło m.in., że manetka Shimano Deore nie działa. Blokowała się, ale dziwnie “miękko” i za każdym razem inaczej. Po rozkręceniu okazało się, że przyczyną były larwy much – to dlatego było miękko, a za każdym razem inaczej, bo żyły i się przemieszczały wewnątrz manetki. Było ich sporo.

Próbuję rozwiązać każdy problem, z którym klient przychodzi do Bike ‘n’ Roll nawet, jeśli wiąże się to z poświęceniem czasu na maile i telefony do producentów, żeby z otchłani magazynów na drugim końcu Europy wygrzebali część, której teoretycznie nie ma już nigdzie. Czasem się udaje, czasem nie, ale zaangażowanie w pracę nad rowerami klientów zawsze procentuje.

Co najbardziej cenisz sobie w tej pracy?

Nie ma jednej takiej rzeczy. Z technicznego punktu widzenia prowadzenie serwisu wymaga  ciągłego rozwoju, nauki oraz cierpliwości podczas codziennych napraw. Przynosi też nowe wyzwania i nie ma czasu na nudę. Od początku wychodziłem z założenia, że chcę stworzyć miejsce, do którego sam jako klient chciałbym przychodzić, wiedząc, że ktoś zaopiekuje się moim rowerem jak należy. Tą zasadą kieruję się i dzięki temu Bike ‘n’ Roll ma już wielu stałych klientów, którzy wracają i wiedzą, że mogą mi zaufać, a ciągle przybywają nowi. Dlatego cały czas się szkolę, żeby rozwijać serwis i sprostać oczekiwaniom klientów.  Bardzo lubię czytać książki, ale jakby ktoś mnie zapytał co ciekawego przez ostatni rok przeczytałem, to oprócz manuali serwisowych nie byłbym w stanie wymienić żadnej. Nie licząc bajek czytanych córce do poduszki. Ja ogólnie mam szczęście do klientów. Poznaję mnóstwo ciekawych ludzi, którzy podzielają moją pasję i jeszcze na tym zarabiam (śmiech).

Ponadto bardzo lubię pracować z klientami otwartymi na propozycje – szczególnie przy upgradeach. Cenię czas, kiedy siadamy, nalewam dobrą kawę. Określamy wtedy koszty, dobieramy podzespoły. Szczególnie przy większym budżecie można poszaleć i zaproponować  klientowi jakieś customowe komponenty czy zbudować fajne koła. Z drugiej strony kiedy budżet jest mniejszy i przy obecnych cenach trzeba się nieźle nagimnastykować, żeby przywrócić rower do życia i żeby klient był zadowolony z efektu, który zwykle i tak przewyższa jego oczekiwania, co daje ogromna satysfakcję. 

Po roku prowadzenia serwisu od A do Z z pewnością ugruntowałeś umiejętności nabyte na szkoleniach, wprawiłeś się w pracy nie tylko z rowerem, ale również z klientem. Jak oceniasz mijający serwisowy sezon rowerowy?

Ciekawy i pełen wyzwań. To był pierwszy pełny sezon działalności Bike ‘n’ Roll. Na początku ciężko wszystko ogarnąć: serwis, klienci, dystrybutorzy, zatowarowanie, braki w hurtowniach, reklama i cała reszta. Z jednej strony branża się rozwija, ludzie chcą jeździć – jest to modne, powstają trasy rowerowe, single, odbywają się różne imprezy, ludzie organizują wspólne wypady z przyjaciółmi. Coraz więcej osób jeździ na rowerach i wzrasta też świadomość, że rower trzeba regularnie serwisować, co przełoży się na oszczędności.  Dużo czasu poświęcam na tłumaczenie tego klientom. Z drugiej strony przesiadamy się na rowery, bo musimy ze względu na ceny paliwa i ogólną sytuację ekonomiczną. I to akurat nie jest fajne. Lepiej coś robić bo chcemy i daje nam to frajdę, a nie dlatego, że zostajemy do tego zmuszeni.

Jakie plany i zmiany na przyszły sezon rowerowy?

Na dniach wprowadzę do oferty usługę door to door. Planów jest dużo, a pomysłów jeszcze więcej. Teraz jest czas na przemyślenie, który z nich zrealizować jako pierwszy i który z ekonomicznego punktu widzenia jest wykonalny i opłacalny. W trakcie tworzenia jest nowa strona internetowa ze sklepem internetowym. Co ciekawe projektuje ją Kornel, który był jednym z pierwszych klientów, zaprzyjaźniliśmy się i współpracujemy. Na pewno w przyszłym roku poszerzy się oferta sklepu o nowe części i akcesoria.

Dziękuję za rozmowę. Odbyła się ona w listopadzie 2022r.

Katarzyna Przybysz Michałowska

Serwis rowerowy Bike’n’Roll

Lokalizacja serwisu:

ul. Tęczowa 53

67-210 Ruszowice
woj. dolnośląskie

tel: +48 668 435 940
serwis@bikenroll.pl

www.bikenroll.pl

Przed wizytą sprawdź aktualne godziny otwarcia.